Hiperinsulinemia i insulinooporność a samopoczucie

Nie jest łatwo być chorym – to wie każdy, kto miał chociażby grypę. Tym bardziej nie jest łatwo chorować na chorobę przewlekłą, nieuleczalną.

Hiperinsulinemia i insulinooporność to choroby, które mają znaczący wpływ na samopoczucie. Nie chcę dramatyzować. Są w końcu gorsze problemy na świecie, ludzie chorują terminalnie, po amputacjach czy z wadami genetycznymi. Nie umniejsza to jednak dyskomfortu, jaki niosą ze sobą nasze problemy i nie ma co się „pocieszać”, że ktoś inny ma gorzej. Ten wpis może nieco otworzy oczom Waszym bliskim, którzy lekceważą problem HI czy IO, komuś może nieco nakreśli jak to jest żyć z takim katem nad sobą, jakim jest widmo konsekwencji nie trzymania się narzuconych przez lekarza zasad.

 Od tego zacznijmy – widmo konsekwencji i powikłań

HI i IO to nie jest spacerek. Niestosowanie się do diety niesie za sobą konsekwencje, zarówno te szybkie i pojawiające się z czasem. Ja jeśli sobie odpuszczę dietę nawet na jeden boży dzień, przepłacam to niewspółmiernie wysoką ceną – puchnę jak chomik. Każdy duży, długotrwały wyrzut insuliny powoduje u mnie zatrzymywanie wody. Zanika mi widoczność żuchwy, kości policzkowych, robi się drugi podbródek, a spodnie ledwo dopinam… To serio dołujące. Moja twarz jest papierkiem lakmusowym na to, jak uczciwie się trzymam diety. Dobra rzecz jest taka, że też szybko się ogarniam – po około pół tygodnia wszystko wraca do normy, ale to pod warunkiem, że trzymam dietę na 100%. Do tego też cera – natychmiastowy trądzik, którego nie jest już się tak łatwo pozbyć.

Są jednak skutki dużo poważniejsze niż pućka na buzi i kilka wyprysków – choćby zespół metaboliczny i cukrzyca. Naprawdę, za każdym razem kiedy jem białą bułkę albo sklepowe słodycze, wiem, że może się to dla mnie źle skończyć. W takim razie dlaczego na to sobie pozwalam? Nie zrozumie tego nikt, kto nie musi się trzymać diety do końca życia. Czasem człowiek musi, inaczej się udusi… 😛

„A czy wolno ci to jeść?” & „to dopiero od tłustego przytyjesz!”

… Czyli Serdeczni Doradcy oraz Gównowiedzący Dietetycy. Tym pierwszym nie mam nic złego do zarzucenia, wiem, że to pytanie pada jedynie z troski. Złośliwi by się nie odważyli mi zaglądać do talerza. 😛 Jednak mimo wszystko, trochę sprowadza mnie to na ziemię, kiedy akurat wcinam sobie coś niedozwolonego. Magia chwili pryska, a nie miewam jej jednak aż tak często. No i ci drudzy… Jezu, to rączki opadają czasem i zwyczajnie nie chce się tłumaczyć. Najczęściej jednak to robię, tłumaczę, dlaczego akurat dla mojego ciała zjedzenie całego camemberta będzie fraszką w porównania do zjedzenia jednej kajzerki.

Głód na mieście

Co zwykle jecie, kiedy nagle poza domem dopadnie Was głód? Batonika, drożdżówkę, jogurt pitny, soczek? No to są wszystkie rzeczy gdzieś wysoko na liście produktów dla mnie zakazanych. Zwykle staram się po prostu przyćmić głód pijąc dużo wody, do momentu aż wrócę do domu. Kiedy jednak wiem, że szybko do domu nie wrócę, robi się problem. Wchodzę do sklepu i tak: tego nie mogę, tamtego nie mogę, od tego zdechnę. Trochę się już przyzwyczaiłam, że zwykle kończy się na kabanosach albo paczce orzechów. Mało wygodne i mało eleganckie…

Niezadowolenie z wyglądu

Nie zawsze, ale jednak w ogromnej części przypadków osób chorych na IO/HI, występują też problemy z wagą. Nie tylko na nich się kończy – przy insulinooporności zdarza się, że tłuszczyk podskórny nie jest rozłożony równomiernie, niektóre tkanki są bardziej oporne niż inne. U mnie są to ręce, strasznie ich nie lubię, ale nic na to nie poradzę. Do tego problemy z cerą, zatrzymywanie wody… Jest na co narzekać. 😛

Sytuacje towarzyskie

Jeśli mówimy o drugiej połówce, to jednak trochę musi się ona dostosować do tych jakże wyjątkowych okoliczności przyrody – ciężko razem skoczyć na lody, pizzę czy kebsa po imprezie. Pół biedy, jeśli połówka też dba o swoją dietę i jest wyrozumiała – tu mam spore szczęście. Jednak czasami choćby na imprezach czy wyjściach na miasto jest problem, kiedy poza piwem nic innego nie mają w barze i siedzisz o suchym pysku. Tak samo przychodząc do kogoś w odwiedziny – ktoś chce być uprzejmy, gościnny, no i stawia na stole chrupki i wyciąga zimne piwo z lodówki. Czasem głupio jest odmówić, żeby to gospodarzowi nie zrobiło się głupio.

Podsumowując, HI i IO mają swoje wady i minusy, pozytywów raczej brak. Niosą za sobą konsekwencje wpływających na różne sfery życia, co może nie brzmieć jako wielki problem, ale jednak wszystko złożone do siebie nieco obniża jakość życia. Mimo tego… żyć się da, a nawet trzeba. 😉

 

 

5,702 total views, 7 views today

12 komentarzy
  1. Ja by jeszcze dodała że mam IO i alergie pokarmowe, także mając głód na mieście nawet głupie orzechy odpadają. Do tego jak coś zjem jestem po1-2h tak zmęczona że zasypiam na stojąco. Dobrze się czuje jedynie na warzywach, bo owoce, orzechy nabiał gluten i mięso mi szkodzą (alergie , choroba autoimmunologiczna). Także doskonale wiem o czym piszesz. Najgorsze jest to, że wiem co mam jeść wiem jakie są konsekwencje, ale i tak chce mi się tych złych rzeczy:(

    1. Chyba najciężej jest sobie odmawiać dobrych rzeczy… Bo u nas nawet argument, że się pójdzie spalić na siłowni nie działa do końca. 🙁 Pozostaje się pilnować i jak szaleć to z głową!

  2. Wszystko się niestety zgadza… U mnie poza IO jest jeszcze hipoglikemia reaktywna i hashimoto, więc różnych dolegliwości i powodów złego samopoczucia jest jeszcze więcej 🙁

    1. Bardzo mi przykro… Wiem, że ja wcale nie mam jeszcze najgorzej, tym bardziej, że staram się szukać plusów choćby na siłę. Życzę wytrwałości 🙂

  3. Jeszcze zapomniałaś jak cudownie przy IO działa kortyzol. On tak cudownie to wszystko do końca roz*******a. A nasze studia są takie fajne, spokojne, wgl chillout i no problem. ?

  4. Super artykuł. Mnie hiperinsulinemia wyskoczyła po 2 ciąży. Przy jej okazji też wyszlo hashimoto. Całe życie wpieprzałam słodycze. Na obiad porcja lodów czy schabowy? Oczywiście że lody. A tu miesiąc temu wynik: HI. Super. Słodycze to moje drugie imię a teraz mam ich nie jeść? Ale jakoś od razu odstawiłam i jest ok. Zażeram się orzechami, suszonymi śliwkami, żurawiną i gorzką czekoladą jak chce słodkie. Ale jestem wyjątek w rodzinie i bliskim trudno się dostosować. Narazie się uczymy co wolno a co nie. Ale idą święta i nie wiem co mam upiec żeby wszysy zjedli ze smakiem. Dołujące. Dobrze, że jest taka strona. Będę szukać inspiracji… jak przestanę być obrażona na jedzenie 😉

    1. Dziękuję za miłe słowa! <3 Z tymi lodami to znam bardzo dobrze... Też bym je wybrała ponad schabowego, tu nie jesteś sama. 😀

      Znajdziesz u mnie kilka świątecznych przepisów, napewno też kilka pojawi się w najbliższym czasie. 🙂
      Odnośnie suszonych owoców, musisz mieć świadomość, że to wcale nie jest taki super wybór, świeże są już dużo lepsze. Tutaj uwzględniłam je jako te pozornie zdrowe produkty: http://zcukruniejestem.pl/5-zdrowych-produktow-ktore-wcale-nie-sa-takie-zdrowe/

      Zapraszam do siebie po więcej!

  5. Jest pozytyw, nawet jeśli taki gorzko-słodki. Trzymanie się diety choćby w kajdankach choroby znacznie poprawia jakość życia. Nie na wszystko wystarczy dieta. Od 6 lat jestem na diecie bezglutenowej, od 7 miesięcy leczę hiperinsukinemię. Myślę, że jestem szczęśliwsza od tych, którzy nie umieją sobie odmawiać.

    1. Zgadzam się, dodatkowo sama świadomość dokonywania właściwych wyborów daje poczucie satysfakcji. Wiąże się to też z ciągłym edukowaniem się i byciem na bieżąco z nowinkami, a to już może się przerodzić nawet w pasję. Same plusy 😉

  6. Dżizas, od prawie 2 lat mierzę się z insulinoopornoscią, chociaż właśnie od kilku miesięcy mam w końcu dobre wyniki! Ale wszystko co napisałaś, czytałam i myślałam : been there, done that. Szczególnie motyw z żuchwą i pulchnymi rękoma. To strasznie dziwne, że wyniki nie wskazują na insulinooporność, a ja nadal mam te objawy, ale nauczyłam się zdrowo odżywiać i ciągle wracam do tych nawyków. No ale właśnie – wracam, a IO jest bezwzględne i każe ciągle trwać, nie pozwalać sobie na przerwy. Fajnie, że to opisałaś, bo czułam się trochę jak ufoludek, gdy musiałam tłumaczyć bliskim jak to jest, co mogę a czego nie. Czasem nie trafiały argumenty, jeżeli chodziło o „naleweczkę mamy” czy „makaronik”. Ale najgorsze samopoczucie miałam właśnie z samą sobą, tylko na diecie z dietetyczką kliniczną schudłam. Przez resztę czasu czułam się jak pączuch, chociaż nie miałam kosmicznej nadwagi, to zaczęłam wyglądać inaczej. Niektórzy nie rozumieli o co mi chodzi, przecież jestem szczupła…i tak w kółko. Pozdrawiam i łączę się w IO!

    1. Miód na moje serce, chociaż miód to akurat dość kontrowersyjny w tym kontekście 😀 <3 Jednak nikt nie zrozumie jak ten, co siedzi w tym samym bagnie po uszy!

Leave a Reply

Your email address will not be published.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.