Tydzień z wodą ID’eau

Dla mnie już wyzwaniem samym w sobie jest regularne picie wody. Zwykle to zaniedbuję, co szczególnie wytyka mi moja mama – w końcu kto byłby lepszym obserwatorem niż ona? 😉 Nigdy też specjalnie nie dbałam o to, którą markę wody wybieram, trochę naiwnie myśląc… w końcu woda to woda, nie?

Przez już ponad tydzień piłam tylko wodę ID’eau, by ocenić jej walory oraz wpływ na moje ciało. Co wyróżnia wodę ID’eau? O tym możecie poczytać na stronie producenta, więc nie będę cytować, ale powiem Wam, co mnie zainteresowało w szczególności. Są to ogólna mineralizacja i wyjątkowe natlenowanie wody. Jak to się przekłada na praktykę?

Okazuje się, że w schorzeniach metabolicznych skład jonowy wybieranej wody ma bardzo duże znaczenie. Przy zaburzeniach związanych z insuliną może dochodzić do hipokaliemii (przy nadmiarze insuliny) i hiperkaliemii (w jej niedoborze – cukrzycy). W moim przypadku to by się zgadzało, tym bardziej, że obserwuję u siebie duże problemy z zatrzymywaniem wody. Robi mi się pućka na buzi za każdym razem, kiedy zaniedbam dietę. Winowajcą są nadmierne wyrzuty insuliny, która z kolei powoduje zwiększone przechodzenie potasu do wnętrza komórek, kosztem utraty jonów sodowych. Nie mówimy tu o wielkich zaburzeniach prowadzących do zachwiania równowagi kwasowo-zasadowej, ale jednak problem się pojawia, po prostu na mniejszą skalę.

ID’eau towarzyszyła mi w codziennych sytuacjach – na uczelni, w pracy, na siłowni i w domu. Sama butelka jest bardzo atrakcyjna. Pojemność 0,65 litra to akurat taka, która wystarcza na pół dnia poza domem i mieści się do każdej torebki. Również jest to taka ilość wody, która wystarcza na trening. Bardzo mi się podoba wizualnie: jest prosta, nie pstrokata, ale jednocześnie zwraca nieco uwagę (parę osób pytało mnie, co to za nowa woda). W smaku woda jest neutralna, nienachalna. Ciężko oceniać smak wody, ale ogromnym plusem jest brak wyczuwalnego zapachu czy mineralnego posmaku, którego bardzo nie lubię.

Po paru dniach doszło do małego cudu, którego nie mogło wywołać nic innego niż zmiana pitej wody. Moje wiecznie przesuszone usta, oznaka odwodnienia, nabrały miękkości i nie mogę im nic zarzucić w tej kwestii. Ba, nawet po całym dniu pod matową szminką są jakby nietknięte, a każda z Was, która próbowała matowych szminek wie, że później usta mogą być w opłakanym stanie. Także o ile muszę przyznać, że nieco sceptycznie podeszłam do wyjątkowych właściwości tej wody, dowód mam jak na dłoni – a raczej na twarzy ;), która w dodatku jest odpuchnięta, również dzięki przestrzeganiu diety. Kości policzkowe, long time no see! <3

No i w końcu woda ID’eau została wystawiona na najpoważniejszą próbę… Czyli próbę „dnia następnego”. Jestem grzeczna, nawet bardzo, ale czasem zdarzy mi się wypić wieczorem trochę wina, ewentualnie butelkę. 😀 Znacie to uczucie, kiedy na kacu pijecie jak smok wawelski, że o mało brzuch nie pęknie od ilości wody? Tutaj tak nie było, mam wrażenie, że duża mniejsza ilość wody postawiła mnie na nogi niż zazwyczaj. Chapeau bas, ID’eau!

Woda jest źródłem życia, uczono nas tego od dziecka. Warto przyjrzeć się temu, jakiej jakości jest to źródło dostarczane organizmowi. Od Ciebie zależy, co będzie się składać na 60% Twojego ciała, które stanowi właśnie woda. Myślę, że warto przetestować na sobie wodę, która może więcej… i taką wodą jest właśnie ID’eau. Dla chcących ją przetestować, na stronie lepszawoda.eu jest zniżka 30% na litrową wersję (plus przy wybraniu opcji „poleć nas na Facebooku” automatycznie od ceny naliczone zostanie dodatkowe 5% rabatu), a w tej poręczniejszej 0,65l wersji z kodem ideaub37 -10% na stronie ideau.pl.

 

 

 

2,973 total views, 3 views today

No Comments Yet

Leave a Reply

Your email address will not be published.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.